Na radnego zagłosować radzę

Zagłosować
Fot. Pexels.com

24 maja będziemy mogli wybrać sobie swoich ludzi do rad miast i hrabstw. Będziemy mogli pod warunkiem, że nasze nazwiska znajdą się na listach wyborczych. Jeśli sami się nie za piszemy na takie listy, będziemy niewidzialni dla kandydatów na radnych są potem dla samych radnych. Czy warto być niewidzialnym? Czy może lepiej sprawić, by ludzie którzy decydują o polityce naszego regionu liczyli się też z nami? A może wręcz sprawić, że głosy irlandzkiej Polonii będą słyszalne głośno i wyraźnie?

Przecież żyjemy tutaj, pracujemy, płacimy podatki. Dlaczego nie mielibyśmy mieć wpływu na lokalną politykę? Nawet jeśli nadal uważamy, że jesteśmy tutaj tymczasowo, warto przez ten czas mieć trochę wpływu na to, co się dzieje dookoła.

A przecież coraz częściej Polacy osiadają w Irlandii na stałe i myślą o tym kraju jako o domu dla siebie i swoich dzieci. Tym bardziej dziwi wciąż nikła ich obecność na listach wyborczych. A jedynie taka obecność daje możliwość realnego wpływania na lokalną politykę i na lokalnych polityków.

A co może taki lokalny polityk? Dlaczego niby mielibyśmy w ogóle zajmować się wyborami do samorządów? Czy on (albo ona) może realnie wpłynąć na nasze życie?

Czy warto być na liście wyborczej każdy musi odpowiedzieć sobie sam. Podobnie jak każdy musi sam zdecydować czy lokalny polityk przy mu się do czegokolwiek.

Warto jedynie pamiętać, że w Irlandii większość ludzi zasiadających w radach miast i hrabstw to nie osoby z nadania partyjnego czy rozdania politycznego. To raczej ludzie wywodzący się ze swoich małych lokalnych społeczności i przez te społeczności wybrani na ich przedstawicieli. I to wybrani głosami wyborców, którzy naprawdę widzieli w nich kogoś, kto może tym społecznościom pomóc.

Zagłosować
Fot. Irish Times

Radny w Irlandii to trochę prestiż, ale bardziej ciężka praca u podstaw, a potem równie ciężka praca na codzień, by zadowolić wyborców. Do wyborów nie idą karierowicze liczący na łatwy i szybki zarobek przy jak najmniejszym nakładzie pracy. Praca radnego w samorządzie to naprawdę praca i to często całodobowa, a na pewno nie regulowana klasycznymi godzinami pracy.

Podstawowa pensja radnego to 17 000 euro rocznie, czyli 326 euro tygodniowo. Nie imponuje, prawda? Szczególnie w zestawieniu z dziesiątkami tysięcy wypłacanymi miesięcznie radnym w polskich miastach. Oczywiście do podstawy dochodzą zwroty wydatków poniesionych na szkolenia, wyjazdy służbowe czy konferencje. Jednak zanim taki zwrot się otrzyma należy udowodnić, że wydatek przysłużył się miastu czy regionowi, a nie miał być tylko sposobem na wyciągnięcie kasy z kieszeni podatnika.

Większość radnych to ludzie pracujący na pełny etat lub przynajmniej jego część i poświęcający miastu czy hrabstw swój wolny czas. Często niestety kosztem rodziny czy przyjaciół. Pensja radnego rzadko starcza na pokrycie wszystkich wydatków związanym z pełnieniem mandatu.

Z pewnością do służby w samorządzie nie ciągnie też łatwość obowiązków czy bezstresowe życie radnego. O tym niech świadczy jednodniowy wycinek z życia takiego radnego niedawno opublikowany w lokalnym tygodniku w Waterford.


Poniedziałek, godz. 8.10.

Dzwoni telefon. Radny odbiera i słyszy w słuchawce głos kobiety, która bez zbędnych ceregieli (pamiętajmy, że jest 8.10 rano) zaczyna radnemu narzekać, że jej córka wraz rodziną nie ma gdzie mieszkać, że od kilku lat czeka na dom socjalny, że płaci słono za wynajem, a tymczasem “jakaś rodzina cudzoziemców” dostała od władz miasta ładny domek na tym samym osiedlu. I że ona by chciała, żeby radny załatwił jej córce taki sam domek, bo skoro cudzoziemcy mogą dostać, to dlaczego nie Irlandczycy.

Radny stara się być na tyle miły na ile pozwala mu wczesna pora i pretensjonalny ton głosu rozmówczyni. Obiecuję zająć się sprawą najszybciej jak tylko się da, ale nic nie obiecuje.

Poniedziałek, godz. 15.15.

Kobieta dzwoni znowu z pytaniem, czy coś się udało załatwić, bo “przecież już jest po lunchu”. Radny nie bardzo rozumie argumentację z lunchem, ale nie daje po sobie nic poznać. Decyduje się na drobne kłamstwo, żeby nie zaogniać sytuacji. Nie miał jeszcze szansy dotrzeć nawet do swojego biura, nie mówiąc już o lokalnym Wydziale Mieszkalnictwa, ale kobiecie tłumaczy, że jego zaprzyjaźnione urzędniczka ma dziś wolne i porozmawia z nią jutro. Kobieta po drugiej stronie nawet nie dziękuję tylko znów zaczyna tyradę o cudzoziemcach i o tym jak wszyscy inni dostają ładne domy socjalne. Radny szybko kończy rozmowę wymawiając się pilnymi obowiązkami.

Poniedziałek, godz. 18.45.

Kobieta dzwoni po po raz trzeci twierdząc, że miała nieodebrane połączenie i sądziła, że to radny oddzwaniał w sprawie jej córki. Radny szybko mówi, że to nie on i rozłącza się nie czekając na kolejną tyradę.

Wtorek, godz. 10.00.

Telefon dzwoni ponownie, wyświetla się numer tej samej kobiety, radny nie odbiera. Potem odsłuchuje pocztę głosową i znów słyszy to samo o czekaniu na dom socjalny, o cudzoziemcach, o wysokich czynszach.

Godzinę później radny spotyka się z urzędnikiem Wydziału Mieszkalnictwa. Dowiaduje się, że córka kobiety już rok temu otrzymała propozycję zakwaterowania w domu socjalnym, ale ją odrzuciła. Pół roku później dostała kolejną propozycję, ale stwierdziła, że okolica jej się nie podoba. Na trzecią i ostatnią propozycję czeka od zaledwie pięciu miesięcy.

Radny natychmiast zmienia opis numeru kobiety na “Nie odbierać”, bo zwyczajnie nie ma czasu ani siły borykać się z kimś, kto nie szanuje jego czasu i nerwów. Jego kalendarz jest przeważnie wypełniony po brzegi, jego rodzina widuje go od święta, z przyjaciółmi widzi się raz na rok lub rzadziej.


Dlaczego więc radny zostaje radnym?

Na pewno nie dla pieniędzy czy sławy. Możliwe, że nie każdy jest idealistą gotowym pomagać innym, ale dla większości tych, którzy zasiadają w radach miast i hrabstw to właśnie chęć działania na rzecz ludzi i ich małych społeczności jest tym, co ich popycha najpierw do kandydowania na radnego, a potem do skutecznego reprezentowania tych małych społeczności.

Zagłosować
Fot. Pexels.com

I z pewnością warto mieć takiego “swojego” radnego, do którego można zadzwonić, umówić się na spotkanie, czy po prostu pogadać spotkawszy na ulicy. A własnego radnego można pozyskać tylko w jeden sposób – rejestrując się do wyborów i potem głosując. Każdy z kandydatów na radnego ma dostęp do listy wyborców z adnotacją, kto głosował w poprzednich wyborach. I tacy wyborcy, którzy aktywnie uczestniczą w lokalnym życiu politycznym są dla nich najcenniejsi.

Warto też pamiętać, że w małych miejscowościach naprawdę liczy się każdy głos, bo do rady można dostać się zbierając zaledwie dwieście lub trzysta głosów. Dlatego też kandydaci będą walczyli o każdego wyborcę. I dlatego też przy okazji wyborów wyborcy mają okazję bardzo wiele u radnych (czy kandydatów) ugrać. Jednak by to zrobić, trzeba być właśnie wyborcą.

A żeby być wyborcą, trzeba się zarejestrować na liście wyborczej. A jak to zrobić? Wystarczy wejść na stronę www.vote.ie/register/ ściągnąć formularz i wysłać do odpowiedniego urzędu. Nie jest to trudne, a na pewno nie tak trudne, by było wymówką dla wyborczego lenistwa.

Felieton ukazał się w magazynie MIR

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.