Północ płonie!

Północ płonie
Fot. ITV.com

19 kwietnia podczas zamieszek w dzielnicy Creggan w Derry zginęła 29-letnia dziennikarka Lyra McKee. Relacjonowała ona walki uliczne pomiędzy republikańskimi bojówkami a północnoirlandzką policją, kiedy dosięgła ją zabłąkana kula wystrzelona na oślep przez nieznanych jeszcze sprawców (nieznanych przynajmniej w chwili kiedy to piszę).

Śmierć Lyry akurat w ten dzień to tragiczny symbol skomplikowanej historii i sytuacji bieżącej w Ulsterze. Przecież właśnie Wielki Piątek to dzień sukcesu pokojowego procesu, który w roku 1998 zakończył długoletnią wojnę domową w Irlandii Północnej i pozwolił tysiącom tamtejszych mieszkańców na normalne, a może jedynie “normalniejsze”, życie.

Lyra McKee była dziennikarką, która od lat opisywała scenę polityczną i stosunki społeczne w Ulsterze. Zajmowała się zarówno bojówkami paramilitarnymi jak i przemianami społecznymi w tej najbardziej niespokojnej brytyjskiej prowincji.

Północ płonie
Fot. Irish Independent

W okolicach zamieszek w Derry znalazła się, by relacjonować narastające napięcie pomiędzy republikańskimi i lojalistycznymi bojówkami oraz północnoirlandzką policją (PSNI). Stała w tłumie cywili, wśród innych dziennikarzy i gapiów przyglądających się płonącym samochodom podpalonym przez bojówkarzy atakujących patrole policyjne w tej silnie republikańskiej dzielnicy Derry.

Jedna z jej koleżanek stojąca obok Lyry pośród innych dziennikarzy na żywo na Twitterze opisała ostatnie chwile życia młodej dziennikarki. W pewnej chwili zauważyła tylko, że Lyra padła na ziemię z raną postrzałową. Niemal natychmiast została przewieziona do szpitala przez obecny na miejscu patrol PSNI, jednak zmarła mimo wysiłków lekarzy. Przyczyną jej śmierci był pojedynczy strzał, który oddano na oślep w tłum policjantów i gapiów.

– To bezsensowne zabójstwo pokazuje czym kończy się używanie przez terrorystów broni wśród zwykłych ludzi. Pokazuje też, że terrorystom chodzi jedynie o ich własne interesy, a nie o walkę o jakiekolwiek ideały i ochronę lokalnych społeczności – powiedział lokalny szef policji Mark Hamilton.

Stwierdził on, że PSNI traktuje śmierć Lyry McKee jako “akt terroryzmu” i że funkcjonariusze uczestniczący w śledztwie w tej sprawie otrzymają specjalne uprawnienia. Jest to bodajże pierwszy taki przypadek od zakończenia wojny domowej w 1998 i świadczy o tym, z jaką powagą PSNI traktuje tragiczne wydarzenia w Derry.

Terror podnosi głowę

Już dzień później policja udostępniła dziennikarzom zapis z kamer monitoringu, na którym widać najpierw zarówno upadającą kobietę w tłumie, jak i dwóch młodych ludzi, z których jeden wychyla się zza rogu i strzela w tłum, a drugi kilka sekund podbiega i zbiera łuski. Specjaliści od terroryzmu, nie tylko tego północnoirlandzkiego, zgodnie twierdzą, że to typowa taktyka nielegalnych grup paramilitarnych utrudniająca identyfikację i namierzenie broni, z której oddano strzały, oraz samych sprawców.

Zaledwie dwa dni po tragicznej śmierci Lyry McKee zatrzymano dwóch młodych chłopców związanych z bojówkami republikańskimi, jednak po kilku godzinach wypuszczono ich bez stawiania zarzutów. Funkcjonariusze prowadzący śledztwo w ciągu zaledwie kilku dni przesłuchali dziesiątki świadków oraz mieszkańców dzielnicy Creggan wierząc, że ktoś musi wiedzieć, kto stoi za zabójstwem młodej dziennikarki.

Północ płonie
Fot. Irish Times

Niestety do chwili, kiedy piszę te słowa, śledztwo nie posunęło się naprzód. Świadkowie milczą, sprawcy prawdopodobnie zostali dobrze ukryci, podobnie jak broń, z której poddano feralny strzał. A świadczy to tylko od tym, że republikański terroryzm w Ulsterze znów podnosi głowę.

Płonące samochody, atakowany patrole policyjne, strzały znikąd, uliczne walki i wybuchające bomby to obrazy, o których większość mieszkańców całej Irlandii chciałoby jak najszybciej zapomnieć. Niestety istnieje realna groźba, że takie obrazki znów staną się codziennością w miastach i miasteczkach Ulsteru.

Przygotowania trwają

“Nowa IRA”, jak sami się nazywają, to słabo jeszcze zorganizowane grupki bojówkarzy wywodzących się z paramilitarnych organizacji republikańskich działających nie tylko w Irlandii Północnej, ale także w samej Republice. Ich celem jest oczywiście “obalenie rojalistycznego reżimu, przyłączenie Ulsteru do Republiki Irlandii i zjednoczenie wyspy”, a osiągnąć chcą to siłą, przemocą i walką zbrojną. Fakt, że kilkudziesięcioletnia wojna domowa nie przyczyniła się poprzednio do osiągnięcia ich celów jakoś nie przemawia im do rozsądku. Oni oczywiście wiedzą lepiej i nie zraża ich nawet fakt, że nie mają poparcia większości republikanów w Ulsterze, nie mówiąc już o większości mieszkańców tej prowincji.

PSNI uważa, że za serią napadów na stacje benzynowe, podczas których “nieznani sprawcy” koparkami wyciągali bankomaty pełne gotówki, stoją właśnie republikańskiej bojówki szykujące się do długotrwałej “walki o wolność Ulsteru”. W samym pierwszym kwartale tego roku po obu stronach granicy dzielącej wyspę takich napadów zanotowano już kilkanaście. Oznacza to, że w rękach terrorystów mogło znaleźć się nawet kilkaset tysięcy euro. To dobry start do zakupów broni i sprzętu potrzebnego do prowadzenia regularnej wojny z policją i wciąż obecną na północy armią brytyjską.

Zresztą tajemnicą poliszynela jest, że terroryści północnoirlandzcy nadal dysponują niemałym arsenałem pozostałym po dwudziestoletniej wojnie domowej. Rozbrojenie IRA i innych pomniejszych grup nigdy nie było całkowite, bo jak stwierdził jakiś czas temu jeden z byłych bojowników republikańskimi “nie ma takiej armii na świecie, która dobrowolnie pozbędzie się własnej broni”. Specjaliści twierdzą, że na północ Irlandii to nadal rejon silnie nasycony bronią i innym sprzętem wojskowym gromadzonym przecież przez ugrupowania paramilitarne przez dziesiątki lat.

A że wojna wisi w powietrzu świadczą chociażby niektóre obchody rocznicy Powstania Wielkanocnego. Obok tych oficjalnych, podczas których politycy rządowi oraz ci z ugrupowań opozycyjnych odżegnywali się jednogłośnie od przemocy, miały miejsce także takie organizowane przez grupy wcale nie stroniące od retoryki przemocowej.

Niecałe dwie doby po zabójstwie Lyry McKee ulicami Dublina przeszedł marsz organizacji republikańskiej Saoradh, która nie potępiła ani zamieszek w Derry ani samego zabójstwa. Co więcej na stronie organizacji mogliśmy przeczytać, że “jakkolwiek tragiczna, śmierć młodej dziennikarki w Creggan to skutek najazdu silnie uzbrojonych okupantów spod znaku korony brytyjskiej na lokalną społeczność i konieczności obrony tej społeczności przez młodych bojowników.“

Nowa wojna wisi na włosku

Taka retoryka może Irlandczyków przypominać najczarniejsze chwile w ich nowoczesnej historii, kiedy wszelkie akty terroryzmu były usprawiedliwiane “obecnością okupanta”, a sami terroryści nazywani byli “bojownikami o wolność”. Porozumienie z roku 1998 miało położyć kres zamieszkom, wojnie, walkom, zamachom bombowym, ale jak widać dawne nawyki trudno wyplenić.

W Derry i innych miastach Irlandii Północnej rośnie kolejne już pokolenie wciąż wychowywane w nienawiści i szykowane do walki o wyzwolenie Ulsteru. I nawet jeśli “bojownicy” czy ich poplecznicy to zdecydowana mniejszość w społeczeństwie, mogą oni jeszcze dużo namieszać w północnoirlandzkiej polityce i mogą jeszcze zachwiać delikatnym pokojem, którym Irlandia cieszy się zaledwie 20 lat.

Powstanie Wielkanocne. Porozumienie Wielkopiątkowe. Okres wielkanocny obfituje w Irlandii w ważne rocznice i okazje do świętowania. Oby data śmierci Lyry McKee nie stała się kolejną symboliczną datą w historii Irlandii Północnej, tym razem ustanawiając granicę między delikatnym pokojem a okresem kolejnej wojny domowej.

Felieton ukazał się w magazynie MIR

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.