Stale zwiększamy objętość

Stale zwiększamy objętość
fot. Pixabay.com

Za 27 lat , w roku 2045, niemal jedna czwarta ludzi mieszkających na planecie Ziemia będzie cierpiało na nadwagę lub otyłość. Takie smutne wnioski wysnuli naukowcy badający problem stałego przybierania na wadze.

Obecnie na problemy z nadwagą i otyłością cierpi „zaledwie” 14%, a lekarze ostrzegają, że prędkość rozwoju epidemii rośnie i prawdopodobnie będzie rosłą przez najbliższe lata. Bo niestety naukowcy zgodnie mówią już o epidemii w kontekście kłopotów z wagą. Epidemii, którą należy powstrzymać, żeby nie wyniszczyła ludzkości.

Otyłość powoduje cały szereg schorzeń, które w większości prowadzą do śmierci. Najgroźniejszymi pozostają choroby serca i cukrzyca. Ta druga w roku 2045 dotknie jednej ósmej ludzi, a wszyscy chorujący na cukrzycę typu 2 będą cierpieć na nią z powodu zbyt wysokiej wagi ciała.

Oczywiście najpoważniejszymi konsekwencjami nadwagi i towarzyszących jej chorób będzie zwiększona śmiertelność. Jednak naukowcy ostrzegają też, że choroby te będą miały znaczące skutki ekonomiczne dla krajów rozwiniętych. Wydatki na opiekę medyczną nad osobami otyłymi wzrosną drastycznie i w niektórych przypadkach mogą całkowicie załamać system finansowania służby zdrowia.

Otyli obciążają budżet

Stany Zjednoczone będą krajem, który najmocniej odczuje przybieranie na wadze. Tam w roku 2045 aż 55% mieszkańców w każdym wieku będzie cierpiało na otyłość. Tak, ponad połowa Amerykanów będzie otyła. Co więcej, 18% z nich będzie cierpiała na cukrzycę.

W Wielkiej Brytanii będzie to odpowiednio 48% i 13%. Danych dla Irlandii niestety nie posiadam, jednak już teraz mieszkańcy Irlandii przodują w niechlubnych statystykach otyłości w Europie. Można przypuszczać, że sytuacja za 27 lat będzie podobna lub gorsza niż w Wielkiej Brytanii. Szczególnie nie napawa optymizmem sytuacja irlandzkich dzieci, z których jedna czwarta jest obecnie sklasyfikowana jako otyła. A lekarze zaznaczają, że 75% otyłych dzieci nigdy nie pozbywa się zbędnych kilogramów, co powoduje choroby serca i cukrzycę w bardzo młodym wieku.

Już dziś znaczące sumy przeznaczane na opiekę medyczną są wydawane wyłącznie na leczenie chorób ściśle związanych z otyłością. W krajach Unii Europejskiej są to miliony euro rocznie, a z czasem wydatki będą jedynie rosły.

Co więcej, osoby otyłe często są mniej aktywne na rynku pracy, co będzie generowało dodatkowe problemy ekonomiczne. Niższe dochody z podatków będą musiały pokryć coraz wyższe wydatki na służbę zdrowia, a nawet na renty inwalidzkie związane z otyłością.

Brzmi jak czarny scenariusz prowadzący do załamania gospodarczego? Niestety tak może się skończyć nasze rozpasanie i ciągła konsumpcja produktów, które nas zwyczajnie zatruwają.

Grozi nam epidemia

Niektórzy może pamiętają film „Wall-E”, w którym ludzie z planety Ziemia najpierw ją zaśmiecili do granic możliwości, potem z niej uciekli, a w kosmosie – z braku praktycznie jakiejkolwiek aktywności – roztyli się do granic niemożliwości. To jedynie wizja z gatunku science-fiction, ale jakże realna i wcale nie tak odległa, jak mogło się wydawać jeszcze kilka lat temu.

Zaśmiecanie Ziemi dzieje się na naszych oczach, tycie w zasadzie też. Oczywiście jest to proces rozłożony na lata, ale coraz bardziej przybierający… na wadze. Wkrótce może okazać się, że wcale nie musimy budować rakiet i uciekać w kosmos, by tam się roztyć. Bo skoro w ciągu ostatnich 40 lat odsetek otyłych dorosłych podwoił się, to co będzie za kolejne 40 lat skoro ten proces przyspiesza.

Lekarze i naukowcy zajmujący się tym problemem twierdzą, że wcale nie można wykluczyć scenariusza, w którym większość ludzi mieszkających w krajach rozwiniętych będzie otyła i będzie miała kłopoty z wykonywaniem codziennej pracy czy jakichkolwiek ćwiczeń. I nie mówimy tu o dalekiej przyszłości rodem z filmów S-F, ale o przyszłości całkiem przewidywalnej, a wręcz takiej, która będzie udziałem naszych dzieci.

Dlatego konieczne są kroki zaradcze, które uchronią nas od postępującej epidemii otyłości. Naukowcy mówią nawet o „agresywnych i silnie skoordynowanych krokach” zmierzających do odchudzenia ludzkości.

Jak czytamy w raporcie zespołu Alana Mosesa, zajmującego się w otyłością w duńskiej firmie Novo Nordisk, „każdy kraj jest wyjątkowy pod względem uwarunkowań genetycznych, społecznych i środowiskowych, dlatego nie można opracować jednej skutecznej metody.”

Mówiąc krótko, każdy kraj musi sam opracować najlepszą metodę odchudzającą, a najważniejsze by ta metoda była skuteczna. Oznacza to, że także rząd Irlandii musi zająć się problemem i to zająć jak najszybciej,. Inaczej otyli Irlandczycy zostaną w tyle w biegu ku szczupłości i ku zdrowiu.

Irlandia zaczyna walkę z nadwagą

Pierwsze jaskółki nowego już można dostrzec. Programy uświadamiające zagrożenia, szkolenia i wykłady pomagające wyjść z otyłości, czy wreszcie nowy podatek cukrowy, który ma skłonić producentów żywności i napojów do zmniejszenia zawartości cukru w ich produktach.

Skutków oczywiście nie zauważymy od razu, ale jak to mówi stare mądre porzekadło, kropla drąży skałę. Może za kilka lat będę pisał o nagłym zwrocie w statystykach otyłości w Irlandii, może liczba osób z nadmiernymi kilogramami tu i tam zacznie maleć, może w końcu Irlandczycy przestaną być najtęższą nacją w Europie.

Stale zwiększamy objętość
fot. Pixabay.com

Aby to osiągnąć potrzeba jest jednak kompleksowej zmiany myślenia, a raczej odżywiania. Gotowe dania, czy to odgrzewane z mrożonek czy kupowane „na mieście”, muszą praktycznie zniknąć z irlandzkich stołów. Kupowane obecnie dziesiątkami litrów słodkie gazowane napoje muszą być zastąpione wodą lub zdrowymi sokami. A niektórzy muszą zrozumieć, że popcorn, polana obficie sosem pomidorowym pizza czy ziemniaki (te gotowane czy te smażone na frytki) nie są warzywami, które powinny być podstawą jadłospisu.

Jednak główne „uderzenie” anty-otyłościowych kampanii społecznych powinno pójść w kierunku dzieci i młodzieży. Głównie dlatego, że – jak mówi inne mądre porzekadło – czym skorupka za młodu nasiąknie tym na starość trąci.

Jeśli już dziś nauczymy nasze dzieci zdrowo się odżywiać i być fizycznie aktywnymi, mamy duże szanse, że w dorosłość nie wejdą z brzuszkami, a i w dalszym życiu będą kontynuowały zdrowe nawyki.

Warto też pamiętać, że w Irlandii już teraz niemal 10% dzieci poniżej 10 roku życia cierpi na nadciśnienie, czyli chorobę do niedawna związaną ściśle z podeszłym wiekiem. Jeśli nie zaczniemy naszych dzieci ratować przed otyłością już teraz, one mogą nie mieć szans uratować przed nią naszych wnuków.

A wtedy przyszłe pokolenia obudzą się, niczym ludzie z filmu „Wall-E”, w obłych fotelach obejmujących ich obłe ciała i nawet nieświadome tego, że można żyć bez chorób serca, cukrzycy i przewlekłego bólu nadmiernie obciążonych kości i mięśni.

Zatem odstawmy Coca-Colę i hamburgera już dziś. I nam i przyszłym pokoleniom wyjdzie to jedynie na zdrowie.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.