Granice są tylko w mojej głowie

Z Dominiką Sikorą, laureatką nagrody Wybitny Polak w Irlandii w kategorii Biznes i właścicielką kawiarni Avo Cafe spotykamy się w upalny czerwcowy dzień przy szklance wody z cytryną w jej kawiarni, by porozmawiać o zdrowym żywieniu, rodzinie, polskiej szkole i działalności na rzecz polskiej społeczności w Waterford.

Avo Cafe
fot. Avo Cafe

Skąd się tutaj wzięłaś? W Irlandii, w Waterford, w tej kawiarni? Dlaczego tutaj jesteś?

Do Irlandii sprowadziła mnie tak naprawdę potrzeba zarobienia na wesele. Był to rok 2007, miałam tutaj zostać tylko na kilka miesięcy i nigdy więcej do Irlandii nie wracać. A dlaczego Waterford? Otóż powód jest banalny. Miałam po prostu gdzie się zahaczyć. Zatrzymałam się u przyjaciół mojego męża, mieszkałam u nich przez parę miesięcy, potem wynajęłam swoje mieszkanie. Dlatego nie był to Dublin czy Limerick, a właśnie Waterford.

Zarobiłam na wesele, na ślub, na wymarzoną suknię, wróciłam do Polski i… zadzwonił do mnie dyrektor polskiej szkoły w Waterford, Witold Iżycki. Trzeba dodać, że na przełomie 2007/2008 udzielałam się trochę społecznie prowadząc zajęcia teatralne dla dzieci. Dyrektor Iżycki stwierdził, że skoro jestem filologiem polskim, to ma dla mnie ofertę pracy. Z kolei w Polsce, mimo wysyłanych przez kilka miesięcy ponad 400 CV nie udało mi się znaleźć pracy.

Zgodziłam się zatem wrócić do Irlandii. Miesiąc po ślubie zostawiłam świeżo upieczonego męża i przyjechałam tutaj z powrotem. Plan był taki, że zostanę tutaj tylko rok. Później okazało się, że pojawiły się dzieci, najpierw bliźniaki Jaś i Staś, a potem Antoś. I znów mieliśmy plan, że zostaniemy w Irlandii dopóki dzieci nie pójdą do przedszkola. Jak widać, żaden z tych planów nie wypalił.

Na pomysł na kawiarnię, a raczej bar ze zdrową żywnością, wpadła moja ówczesna wspólniczka, Basia Strzałkowska, po tym jak obie drastycznie zmieniłyśmy diety i stwierdziłyśmy, że warto to pokazać innym. W roku 2016 wspólnie otworzyłyśmy Avochemist. Potem nasze drogi się rozeszły, bo Basia ma duszę bardziej artystyczną i postanowiła spróbować innych wyzwań, projektów, a mnie zauważył dr Mark Rowe z Waterford Health Park, który od dawna marzył, żeby w swoim centrum mieć zdrową kawiarnię. Zatem wspólnie z mężem, a właściwie dzięki niemu, zainwestowaliśmy w otwarcie tej kawiarni i oto tu jesteśmy.

Mam w życiu to szczęście, że na swojej drodze spotykam ludzi, którzy bardzo we mnie wierzą i mam wrażenie, że nic nie dzieje się bez powodu. Jestem im ogromnie wdzięczna za bezinteresowną pomoc i poświęcony czas. Bez nich nie dałabym rady niczego osiągnąć.
Także Dr Rowe we mnie uwierzył i stwierdził, że zrobi wszystko, żeby tutaj właśnie powstało Avo Cafe, pierwsza wegańsko – wegetariańska i bezglutenowa kawiarnia w Waterford. Dostałam od niego niesamowite wsparcie, chociaż na początku ludzie podchodzili do mnie, mówiąc kolokwialnie, jak „pies do jeża” i nie do końca ufali temu, co oferuję. Dzisiaj przekonali się, że moje potrawy są nie tylko zdrowe, ale i smaczne.

Czy po tylu latach czujesz się już bardziej stąd czy jeszcze nadal ze swojego rodzinnego Tomaszowa Mazowieckiego?

Coraz bardziej tutaj wsiąkam. Mogę powiedzieć, że kiedy odwiedzam moje miasto, z którego pochodzę, stwierdzam, że jest mnie coraz mniej. Praktycznie wszyscy znajomi i przyjaciele rozjechali się po Polsce i po świecie. Miejsca pozostały te same, ale to nie są już te same miejsca bez tych samych ludzi.

Avo Cafe
fot. Dominika Sikora

Pozostaje rodzina, do której oczywiście zawsze się wraca, ale sama nie wiem czy nadaję się jeszcze na mieszkanie w Polsce. Jestem osobą, która nie umie się rozpychać łokciami, a w Polsce jednak trzeba wciąż wykazać się tą umiejętnością. Nie mówię, że lepiej jest tutaj czy tam, jest po prostu inaczej. W Waterford mam pewien komfort i spokój, moje dzieci też się tutaj dobrze czują, a Polskę kojarzą z wakacjami.

Oczywiście zachowujemy naszą tożsamość, w domu mówimy po polsku i chcemy, żeby dzieci też mówiły płynnie i prawidłowo w języku polskim, bo to dla nas jest bardzo ważne.

Skoro zeszliśmy już na rodzinę, opowiedz trochę o niej, bo to niesamowite, że prowadząc kawiarnię, działając społecznie i pracując w polskiej szkole jesteś jednocześnie mamą i żoną.

Zdradzę może taki mój patent na organizację czasu. Przede wszystkim trzeba być dobrym logistykiem, wszystko sprawnie planować i nie można odpuszczać. Dzieciom zawsze tłumaczę: najpierw obowiązki, potem przyjemności. To samo wpajała mi moja mama.

Naszym wyjątkowym dniem jest niedziela, zawsze staramy się spędzić ją razem. Na co dzień dzieci całe dnie są w przedszkolu, szkole czy w świetlicy, więc niedziela jest zawsze tylko dla rodziny.

W ciągu tygodnia też staramy się spędzić z dziećmi jak najwięcej czasu. Mój mąż, Piotrek, przeważnie wieczorem, a ja – rano. Czasami czuję się jak przysłowiowa mama-taksówka, za to Piotrek ma obowiązkowe, wieczorne męskie rozmowy, bo mamy trzech synów. Oprócz tego zawsze wieczorem jest wspólna modlitwa, kolacja nie przed telewizorem, a przy stole. Osobiście lubię spędzać czas ze swoimi dziećmi, chociaż są to chłopaki o… silnej osobowości (śmiech) i są z tego znani. Są ciekawi świata, zadają mnóstwo pytań, są kreatywni, może czasami aż za bardzo. I na pewno trzeba im poświęcać dużo czasu.

A tak pół żartem, pół serio, kiedyś przeczytałam w jakimś poradniku psychologicznym, że z mężem trzeba rozmawiać minimum przez 20 minut dziennie, wysłuchać jaki miał dzień, itd., a wszystko po to, żeby nie nastąpił rozpad małżeństwa. Na szczęście wciąż znajduję te 20 minut tylko dla niego i chyba na razie mi się udaje (śmiech).

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.