Mały Adaś wrócił do domu po poważnej opracji

Adaś
fot. Munster Express

W ubiegłym tygodniu półtoraroczny Adaś Waszkiewicz wrócił do swojego domu w Tramore po przejściu w Londynie skomplikowanej operacji ratującej życie. Dla Jana i Kate, rodziców chłopca, jak i dla niego samego tegoroczne Boże Narodzenie będzie z pewnością wyjątkowo radosne po tym jak ostatnie 18 miesięcy rodzina spędziła walcząc o życie malucha.

Adaś urodził się w maju 2017, ale już w trakcie ciąży lekarze zdiagnozowali poważną wadę serca wymagającą natychmiastowej interwencji. Kate została wysłana na obserwację i szczegółowe badania do szpitala położniczego w Dublinie, gdzie potwierdzono diagnozę.

– To był dla nasz szok, ale teraz po typu przejściach wiemy, że postąpiliśmy właściwie. Potwierdza to każdy uśmiech Adasia – mówi ojciec chłopca, Jan.

W trakcje ciąży życia malucha było poważnie zagrożone, a lekarze w dublińskim szpitalu ostrzegali rodziców, że ich syn może w każdej chwili umrzeć z powodu poważnej wady serca.

– Byliśmy w szpitalu praktycznie co tydzień i ciągle nam powtarzano, żebyśmy przygotowali się na najgorsze. I co tydzień wszyscy byli zaskoczeni, że Adaś rośnie i ciągle się rozwija. Potem każdy nam powtarzał, że może nie przeżyć porodu – wspomina matka chłopca, Kate.

Poród został wyznaczony na 29 maja, jednak wszyscy – rodzice i lekarze – byli przygotowani na najgorsze. Wada serca okazała się na tyle poważna, że specjaliści nie dawali Adasiowi szans na przeżycie. Chłopiec zaskoczył ich wszystkich. Poród przebiegł bez komplikacji a Adaś zaczął od razu oddychać samodzielnie bez pomocy specjalistycznej aparatury.

Natychmiast przewieziono go do szpitala dziecięcego, gdzie jego stan określono jako ciężki. Jednak Jan i Kate wierzyli, że ich maleńki syn pokona wszystkie przeciwności i wróci z nimi do domu.

– Powiedziano nam, że prawdopodobnie nie przeżyje tygodnia, jednak on z każdym dniem zadziwiał wszystkich swoją siłą i determinacją. Po kilku dniach mogliśmy wrócić do domu w Tramore, jednak niedługo potem stan Adasia się pogorszył i znów trafiliśmy do szpitala w Dublinie – opowiada Jan.

Wtedy też rodzice zaczęli szukać pomocy u specjalistów zajmujących się leczeniem wad serca u noworodków. Trafili na profesora pracującego w szpitalu Great Ormonde Street w Londynie, który od kilku dekad leczył przypadki podobne do Adasia.

– Nasz synek jest z nami tylko dzięki niemu i leczeniu, które zastosowano w Londynie. W ciągu dwóch dni przeszedł tam operacją na otwartym sercu, po której jego stan poprawił się na kilka dni. Niestety dwa tygodnie po operacji jego serduszko przestało bić i musiał być sztucznie podtrzymywany przy życiu przez 10 dni – mówi Jan.

Dopiero druga operacja na stałe poprawiła stan Adasia, który zaczął przybierać na wadze i zaczął samodzielnie oddychać. Wkrótce potem chłopiec przeszedł jeszcze jedną operację, która miała zapobiec potencjalnym problemom neurologicznym wynikłym z wykrytego skrzepu w okolicach mózgu.

Adaś
fot. Munster Express
Przeszczep ratunkiem dla Adasia

Na początku tego roku stan Adasia zaczął się poprawiać, jednak nadal pozostawał on pod obserwacją w szpitalu w Londynie. W sumie spędził on tam 17 miesięcy, w ciągu których Kate pozostawała stale przy jego łóżeczku. Jan wraz z bratem Adasia, Simonem, wrócił do Tramore i tylko od czasu do czasu odwiedzał żonę i małego synka.

Lekarze w Londynie stwierdzili, że serce małego Adasia jest zbyt słabe i konieczny będzie przeszczep. Na właściwego dawcę Adaś musiał poczekać aż do września.

– Kiedy dowiedziałem się, że znaleźli odpowiednie serce, natychmiast poleciałem do Londynu z Simonem. Idąc do szpitala odebrałem telefon od żony, która powiedziała, że Adaś właśnie jest przygotowywany do operacji. Udało nam się jeszcze go zobaczyć przez chwilę, a potem zabrano go na salę operacyjną. Lekarze byli bardzo optymistyczni, a sama operacja trwałą krócej niż się spodziewaliśmy – wspomina Jan.

W ciągu zaledwie pięciu dni Adaś został przeniesiony na oddział dziecięcy, gdzie jego stan poprawiał się z dnia na dzień. Dwa tygodnie później samolotem rządowym przewieziono go do Dublina, gdzie powoli dochodził do siebie, a jego rodzice mogli go odwiedzać znacznie częściej.

Regularne badania wykazały, że jego stan poprawia się bardzo szybko i w ciągu kilku tygodni mógł zostać wypisany, by w końcu, po 18 miesiącach, wrócić wraz z Janem i Kate do Tramore. Wspólne wysiłki lekarzy w Dublinie i Londynie oraz eksperymentalne zabiegi przeprowadzone przez londyńskich lekarzy uratowały małemu Adasiowi życie i pozwoliły mu cieszyć się pierwszymi Świętami Bożego Narodzenia w domu.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.