Morderca Samanthy Walsh skazany na dożywocie

Samanthy Walsh
fot. Independent.ie

Daniel Whelan, który przed sądem w Dublinie przyznał się do zabicia Samanthy Walsh w kwietniu ubiegłego roku, został skazany na karę dożywotniego więzienia. Mimo wymierzenia maksymalnego wymiaru kary rodzina zamordowanej 31-latki twierdzi, że nigdy nie zazna spokoju i żadna kara nie wynagrodzi tak dotkliwej straty.

Samantha Walsh, matka czwórki dzieci, została zamordowana w ubiegłym roku w Waterford, w swoim domu przy Thomas Street. Wkrótce po zdarzeniu Garda zatrzymała Daniela Whelana, który przyznał się do popełnienia morderstwa pod wpływem narkotyków.

Morderca był już wcześniej karany za napad z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Jego ośmioletni wyrok został skrócony i wyszedł na wolność w roku 2016. Niespełna dwa lata później po zażyciu heroiny i wypiciu sporej ilości alkoholu zamordował Samanthę Walsh uderzając ją kilkakrotnie młotkiem.

Po ogłoszeniu wyroku brat zamordowanej, Stephen Walsh, stwierdził, że żadna kara dla mordercy nie przywróci życia jego siostrze i że całej rodzinie do dziś trudno otrząsnąć się z tragedii. Szczególnie jej dzieci odczuwają brak kochającej i troskliwej matki.

– Staramy się czasami wspominać dobre chwile. Pokazujemy dzieciom zdjęcia i opowiadamy o ich mamie. One nadal ją pamiętają i za nią tęsknią – mówił Stephen.
Tragiczna noc zakrapiana alkoholem

Podczas rozprawy Daniel Whelan oraz liczni świadkowie ze szczegółami opisali okoliczności tragicznego zdarzenia oraz odnalezienia ciała Samanthy Walsh.

Poznała ona swojego późniejszego mordercę w ośrodku odwykowym w hrabstwie Limerick. Wkrótce po powrocie z ośrodka obydwoje zamieszkali w domu przy Thomas Street. Ich związek, który trwał zaledwie tydzień, określany był przez świadków jako burzliwy, a w domu często dochodziło do awantur.

W przeddzień tragicznych wydarzeń Daniel Whelan odwiedził swoich sąsiadów, z którymi pił alkohol. Podczas rozprawy zeznali oni, że był on wtedy bardzo pobudzony i zdenerwowany na Samanthę. Wkrótce po jego powrocie do domu Samantha zadzwoniła do przyjaciela i prosiła, by postarał się uspokoić Daniela Whelana, który w pijanym szale zaczął demolować dom.

Sąsiedzi zeznali, że po dość długich wieczornych kłótniach około godz. 1.00 w nocy w domu w końcu nastała cisza. Z zapisów kamer monitoringu wynika, że Daniel Whelan wyszedł z domu około godz. 2.00 i wrócił kilka minut później. Rano odwiedził swoich znajomych, z którymi zażywał heroinę i którzy wezwali kartkę po tym jak zasłabł on w łazience. Podczas prób ocucenia sanitariusz znalazł przy Danielu list adresowany do ojca Samanthy, w którym morderca napisał: „Uderzyłem ją młotkiem. Wyrzuciłem go do rzeki. Ona nie żyje. Zabiłem ją w nocy.”

W trakcie autopsji stwierdzono, że Samantha Walsh zmarła w wyniku uderzenia twardym narzędziem. Samego narzędzia zbrodni nigdy nie odnaleziono mimo intensywnych poszukiwań we wskazanym przez Daniela Whelana miejscu.

Morderca od razu przyznał się do popełnienia morderstwa i współpracował z Gardą w ustalaniu okoliczności zdarzenia. Wykazana skrucha oraz współpraca nie uchroniły go jednak od wyroku dożywocia za, jak to określił sędzia „wyjątkowo brutalne i bezsensowne zabójstwo młodej kobiety”.

Rodzina i przyjaciele zamordowanej wyrazili nadzieję, że Daniel Whelan nigdy nie opuści murów więzienia i nigdy już nie zagrozi nikomu innemu. Jednocześnie stwierdzili, że nawet najsurowszy wymiar kary nie przywróci im kochającej matki, siostry, córki i przyjaciółki.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.