Tysiące mieszkańców Waterford wyszło na ulice

protest
fot. RTE.ie

W ubiegłą sobotę ulicami Waterford przeszedł wielotysięczny tłum domagając się całodobowej opieki kardiologicznej w miejscowym szpitalu. Organizatorzy oceniają, że w marszu wzięło udział około 10 000 ludzi, którzy przeszli z Ballybricken do John Roberts Square.

Był to już kolejny protest w tej sprawie w Waterford i zarówno organizatorzy jak i uczestnicy mają nadzieję, że tym razem ich głos zostanie usłyszany w Dublinie.

– Nie do wiary, że wciąż musimy to robić. Najwyraźniej nikt w rządzie się z nami nie liczy. Jednak im bardziej oni nas ignorują, tym głośniej będziemy krzyczeć – mówiła 78-letnia Margareth Hutchinson, która brała udział we wszystkich dotychczasowych protestach.

Był to już dziewiąty podobny marsz zorganizowany w ciągu ostatnich pięciu lat i z pewnością jeden z najbardziej licznych. Już od 13.30 tłumy gromadziły się na placu Ballybricken, a przed oficjalnym rozpoczęciem marszu o 14.00 tłum szczelnie wypełnił cały plac i okoliczne uliczki.

Następnie wielotysięczny tłum przeszedł Ballybricken, The Glen, The Quay, by na koniec równie szczelnie wypełnić John Roberts Square, Broad Street oraz część The Quay w centrum miasta. Tam, na ustawionej scenie, organizatorzy oraz zaproszeni goście mówili o tym, dlaczego opieka całodobowa jest konieczna w Waterford.

– W ciągu ostatnich ośmiu dni aż pięciu pacjentów z problemami sercowymi zostało przewiezionych do Cork, bo nasz oddział był zamknięty. Właśnie między innymi dla nich, i dla takich jak oni, tutaj jesteśmy – mówiła Roisin McGoldrick, jedna z organizatorek.
Wołanie o pomoc

W wiecu wzięli udział również przedstawiciele lokalnych władz, którzy od lat zabiegają o wyższe dofinansowanie dla szpitala tak aby możliwe było otwarcie całodobowego oddziału kardiologicznego.

– Nie możemy przestać aż do chwili, gdy będziemy równo traktowani w zakresie opieki zdrowotnej. Warto pamiętać, że decyzją rządu mobilny oddział, który ustawiono przy szpitalu nie może wykonywać zabiegów ratujących zdrowie i życie, a jedynie diagnozuje pacjentów. Tak naprawdę potrzeba jedynie odpowiedniego sprzętu oraz dodatkowego personelu, by mieszkańcy południowego-wschodu mogli cieszyć się całodobową opieką kardiologiczną – mówił burmistrz Waterford Joe Kelly.

Jedną z mówczyń na wiecu była Jennifer Phasey, która żyje tylko dlatego, że trafiła do szpitala w godzinach otwarcia oddziału kardiologicznego.

– Mam duże szczęście, bo dotarłam do szpitala w piątek tuż przed zamknięciem laboratorium. Wprawdzie nie miałam żadnych poważnych symptomów, ale w trakcie badania stwierdzono poważny zator w jednej z głównych arterii. Tak naprawdę stoję tutaj przed wami tylko dlatego, że oddział działał kiedy trafiłam do szpitala. Powiedziano mi wprost, że z takim zatorem nie przeżyłabym podróży do Cork. Dzisiejszy protest to naprawdę kwestia życia i śmierci – mówiła Jennifer.

Inni mówcy także przytaczali wzruszające historie pacjentów, którzy zostali uratowani dzięki działającemu oddziałowi i laboratorium, ale także te zakończone mniej szczęśliwie, kiedy pacjenci przewożeni do Cork umierali w karetce. Region Waterford jest jedynym tak dużym obszarem, który nie posiada całodobowej opieki kardiologicznej.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.