Zwolnij chemika, gotuj sam!

gotuj sam
fot. Pexels.com

Jak mniemam, czas świątecznych zakupów mógł wydłużyć się Państwu o jakiś kwadrans. Doliczam bowiem czas, jaki spędziliście Państwo na czytaniu etykiet na produktach. Dogadzanie sobie przez pełen brzuszek, nie byłoby bowiem dogadzaniem sobie gdybyśmy wkładali w siebie niebezpieczne substancje, niezrozumiałe składniki, a także gdybyśmy zdziwili się, że w noworocznym deserze lodowym było mięso.

Tak, mięso. No, może nie do końca, wszak kości, ścięgna, jakieś ochłapy nie są tym, czym mięso sobie wyobrażamy, ale hydralizatory białka zwierzęcego to nazwa tego czegoś, co może według producenta lody wzbogacić. A lody z takimi hydrolizatorami zdecydowanie lepiej zostawić tam, gdzie są.

A jak wybieramy jedzonko ekologiczne, organic, pure nature?

Wszystko wskazuje na to, że jeśli jest to poza naszym domem zrobione, przetworzone i pakowane, oraz zawiera więcej niż około 6 składników na etykiecie, to jest to nadal niezdrowe jedzenie, i nie ważne czy mięsne czy bezmięsne.

Zastanówmy się skąd ta liczba. Majonez robiony w domu: jajko, olej, musztarda, sól-pieprz-cukier, sok z cytryny. Wychodzi siedem. Sos do pizzy: passata pomidorowa, oregano-bazylia-sól-pieprz-czosnek. Sześć składników. Sos beszamelowy: masło, mąka, sól-pieprz-gałka muszkatołowa, mleko. Znów sześć składników!

Oczywiście wyjątkami są warzywne zupy i dania, owocowe sałatki czy sorbety. Tam wkładamy wszystko, co lubimy. Zasada jest bowiem najprostsza z najprostszych, jeść rzeczy jak najmniej przerobione przez kogokolwiek. Żadnych miksów ze słoików, żadnych proszków stających się zupą czy sosem!

Stosujemy zasadę jeszcze bardziej ograniczonego zaufania niż mają kierowcy! Matko, żono, i ty mężu dom zaopatrujący! Niech nikt dla was nie obiera i nie gotuje ziemniaka, niech nie rozbija jajka poza waszym domem, by oddzielić żółtko na majonez, niech jogurt będzie naturalnym z owocami, które sam tam dodasz, a nie jogurtem owocowym pięcioskładnikowym!

Hitem cenowym przedświątecznym był ser na sernik, mający w składzie oprócz sera, jeszcze sześć składników! Jeśli mamy szansę tolerować nabiał, jakie mamy szanse, że nasz organizm będzie tolerował coś, co wyprodukowano w laboratorium? Aromat, zagęstnik, konserwant… Słyszał ktoś o sześcioskładnikowym serze?

gotuj sam
fot. Pexels.com
Im mniej, tym lepiej

Warzywa, owoce, kasze i ryże. W marchewce powinno być 100% marchewki, w jaglance 100% prosa. Oczywiście następnym krokiem jest dowiedzenie się, skąd pochodzą i czy mogły ulec zmodyfikowaniu przez manipulatorów naturą. Jeśli nie mamy pewności co do składu, produkt niech zostanie na półce. Czym bowiem jest skrobia modyfikowana w ketchupie? Odpowie mi ktoś? Może i tak, ale nie będzie to sprzedawca.

Duży producent, chciałby mieć duży zysk, czyli żeby jak najmniej mu się zepsuło, i jak najdłużej mogło stać na półkach w hurtowniach. Do tego potrzebne są mu laboratoria, technologie i agencje reklamowe, grupy medialne i producenci telewizorów, scenarzyści którzy „ulokują produkt” a także my, czyli konsumenci.

To my konsumenci dajemy pracę, utrzymujemy takiego potentata! Jednocześnie utrzymujemy sztaby chemików i genetyków. Tak, z własnej kieszeni płacimy pensje naszym trucicielom. Zdziwiony?

Przywróć w sobie taką wiarę, że każda twoja decyzja o wyborze tego czy innego produktu ma znaczenie. Bojkotuj takiego, który chciałby otruć ciebie wraz z twoją rodziną!

gotuj sam
fot. Pexels.com
Co jest najważniejsze?

A stojąc przed półką w sklepie odpowiedz sobie na pytanie, co dla ciebie znaczenie? Może zdrowie? Wszak nasłuchałam się ostatnio, jak to „zdrowie jest najważniejsze…”.

Czy rzeczywiście jest najważniejsze? Skoro dzieciom kupujemy przeróżne śniadaniowe płatki, kilogramy węglowodanów, po których dzieci będą hiperaktywne, puste kalorie prowadzące do otyłości, cukrzycy, nadciśnienia? I po zjedzeniu których dziecko będzie potrzebowało nowej dawki słodkich węglowodanów.

Czy naprawdę kochamy dzieci karmiąc je tym? A marchewka, brukselka, buraczek? A jabłko czy melon? Co jeśli dziecko nie skosztuje niczego, co nie jest w kolorowym pudełku na stoliku i w kolorowym pudełku w saloniku w kąciku. Oczywiście chodzi mi o telewizor.

O zdrowiu jednak było. O zdrowiu, o reklamie, o telewizorze. Usmaż stek i zjedz pastylkę, a będziesz czuł się dobrze. Wszak nie opłaca się namawiać do rzadszego biesiadowania!

Kolejny spot: zbliżają się święta i tłuste obiady, nie zapomnij o płynie na wrzody. Czy komuś opłaci się namówić rodzinę w reklamie do pójścia na spacer, czy przekonać, że lżej im będzie bez napojów gazowanych?

Następna reklama: idziesz do cioci na imieniny, weź do torebeczki pastylki na wzdęcia. A może zamiast tego przydałby się komunikat o unikaniu węglowodanów?

Masz migrenę, weź inną pastylkę! Wszak trzeba sprzedawać proszki, syropy i leki. Po co zastanowić się nad tym, czy jedzenie ma dla migrenowca znaczenie? Pytanie rozdrażniające na koniec, czy czytacie państwo ulotki lekarstw i szczepionek, które zjadacie i aplikujecie sobie i dzieciom? Jeśli czytacie, to należycie do 10% elity!

Nie każdy także wie, jak smakuje farafel. Takich statystyk nikt nie poczynił, jednakże ja chciałabym powiększyć grono miłośników tego zacnego, prostego dania, ciekawego w smaku. A od czasu do czasu można przecież usmażyć sobie coś chrupiącego!


Farafel – Kotleciki z ciecierzycy

Zaczynamy dzień wcześniej zalewając szklankę ciecierzycy zimną wodą.

gotuj sam
fot. Yummy Mummy

Następnego dnia szykujemy:

  • natkę pietruszki
  • natkę kolendry (ew. suszona)
  • kilka ząbków czosnku
  • przyprawę curry lub/i miks „gorących przypraw”, czyli gram masala
  • sodę oczyszczoną i olej do smażenia

Do blendera na dno wkładamy obie natki, dodajemy czosnek, przyprawy i trochę oleju, wsypujemy odcedzone ziarna ciecierzycy.

Miksujemy do uzyskania zielono-żółtej masy. Gdyby była sucha, sypiąca się, dolewamy po troszeczku oleju lub oliwy.

Dłonią formujemy małe kotleciki, które smażymy z obu stron na rumiano. Podajemy z ryżem i słodkim sosem chilli.

Doskonale pasuje tu towarzystwo porwanej na kawałki sałaty lodowej, zielony ogórek, papryka, pomidor polane czosnkowym jogurtem (zmiksować jogurt z odrobiną soli, pieprzu, cukru i tyle czosnku ile lubimy).


Posiłkiem dzielimy się z ulubionymi przez nas ludźmi.

Skomentuj

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.